Mulesing - co to takiego?
Każda gałąź branży odzieżowej niesie ze sobą szanse i zagrożenia. Ogromną zaletą ubrań produkowanych z wełny merino jest ich wysoka jakość, biodegradowalność, kładzenie nacisku na zrównoważoną produkcję w zgodzie ze środowiskiem naturalnym. Jednak budzącą moralny sprzeciw kwestią jest stosowanie przez hodowców owiec praktyki zwanej mulesingiem.
Historia mulesingu sięga początku XX. Niejednokrotnie wynalazki i zaskakujące odkrycia były dziełem przypadku - nie inaczej było tym razem. Rolnik o imieniu John Mules przez niedopatrzenie ogolił tylną część owcy. Po pewnym czasie zauważono, że na zagojonej już skórze nie gromadzi się bród, a owady niechętnie składają tam jaja. Tak oto narodził się nowy proces zwany mulesingiem. W ten sposób usuwanie płatów skóry pokrytych wełną na zadzie owiec na dobre weszło do farmerskich praktyk i zostało nazwane mulesingiem.
Skóra owiec jest pofałdowana, a w okolicach ogona zbierają się nieczystości, które stają się pożywką dla insektów. Po wycięciu pasków skóry na zadku owcy powstaje gładka blizna, co powoduje, że muchy nie mają możliwości złożenia larw. Jest to bardzo tani i szybki sposób na zapobieganie muszycy, która w konsekwencji może prowadzić do śmierci owiec. Niestety mulesing jest bardzo bolesnym procederem prowadzącym do cierpienia zwierząt. Rany goją się powoli powodując ból. Mulesing wykonywany jest bez środków znieczulających. Po zabiegu rana powinna zagoić się samoistnie, jednak zdarza się również, że muchy składają jaja w tej otwartej ranie.
Nie trzeba dodawać, że sprawia to zwierzętom ogromny ból więc dlaczego ten okrutny zwyczaj jest stosowany? Co daje mulesing?
- zapobiega muszycy. Jest to choroba powodowana przez pasożytnicze larwy muchówek żywiące się martwą lub żywą tkanką gospodarza.
- Australijska Narodowa Federacja Rolników twierdzi, że bez tego procesu 3 miliony owiec rocznie mogłoby umrzeć powolną śmiercią z powodu pasożytnictwa much.
Co zamiast mulesingu?
- stosowanie środków chemicznych zapobiegających namnażanie się larw,
- częste golenie runa w okolicach ogona,
- montowanie różnego rodzaju pułapek na muchy.
Powyższe wskazówki prawdopodobnie zmniejszą ilość pasożytniczych larw, ale wymagają od farmerów nakładów finansowych i częstszej pielęgnacji skóry owiec, co dla australijskich rolników oznacza stratę czasu i pieniędzy. Z kolei mulesing to tani i prosty sposób zapobiegania chorobie.
Niestety nie ma konkretnych certyfikatów potwierdzających hodowlę owiec bez mulesingu. Australijski gorący i wilgotny klimat sprzyja muszycy więc hodowcy chętnie sięgają po tę metodę jej zapobiegania. W Australii mulesing nie jest prawnie zabroniony.
Warto przyglądać się metkom - zawierają one informacje od producentów skąd pochodzi wełna i czy owce były narażone na mulesing. Częstym oznaczeniem jest “mulesing free”. Jednak nie zawsze takie informacje są podawane więc warto pytać producentów, drążyć, dociekać.
Wybory konsumentów i zadawane pytania są jak krople drążące skałę. Jeśli kupujący będą zwracać uwagę na cierpienie owiec, to producenci wełnianej odzieży będą musieli szukać wełny pochodzącej z hodowli “mulesing free”, a to z kolei skłoni farmerów do szukania alternatywnych ścieżek zapobiegania muszycy. Jest szansa, że wówczas zrezygnują z mulesingu. Tak więc nasze wybory mogą spowodować reakcję łańcuchową i w konsekwencji zmienić kawałeczek świata na lepsze.